Konie i jeźdźcy oraz inne końskie sprawy ...

Tam jeździliśmy:




Oto mapa odnośników do krótkich opisów wszystkich miejsc, w których ktokolwiek z nas, choćby jeden raz wsiadł na konia.


Nowielice Olsztyn Góra Kobylniki Bucharzewo Stęszewko Owińska Chorzów Ochaby Krasiczyn Żubracze Goczałkowice Kazimierz Dolny




W Owińskach znajduje się "nasza" stajnia. Mamy tam przyjaciół - ludzi i konie. Tam nauczyliśmy się jeździć i obchodzić z końmi. Tam nasłuchaliśmy się pieśni i piosenek ułańskich i nie tylko, których mnóstwo zna właściciel - Stefan Szymanowski. Jego syn, Artur - nasz aktualny instruktor i zarządca stajni - wyrastał wśród koni. Jest znakomitym jeźdźcem, który ciągle potrafi nas czymś zadziwić. Brał udział w kręceniu "Ogniem i mieczem" , czemu poświęciłem osobną stronę. Zajrzyj też koniecznie na oddzielną stronę Stajni Owińska. Jest tam więcej zdjęć i dodatkowy opis. Tutaj obrazki z przejażdżki do Kamińska - Lucyna i Michał na Frazesie (kliknij, żeby powiększyć):


powrót do mapy



W tej małej wiosce w zachodniej części prawdziwych Bieszczadów spędziliśmy dwa tygodnie latem 1996 r. i tydzień wiosną 1997 r. Żyje tam warszawiak z urodzenia, absolwent SGGW i bieszczadnik z wyboru Tomek Kwiatkowski. Jest zawodnikiem z osiągnięciami jeździeckimi i instruktorem sportu PZJ. O jego zdolnościach mogą świadczyć na przykład pokazy, które W 2001 r. robił na zawodach w Lesku i Zabajce. Polegały one na jeździe na kompletnie gołym koniu (nawet bez kantara) we wszystkich chodach, łącznie z cofaniem i zagalopowaniem z cofania, zatrzymaniem z galopu, skokiem przez przeszkodę, chodami bocznymi, zwrotami itp. Zdarza mu się też prowadzić jazdy w teren "na golasa", zwłaszcza z początkującymi, bo może - pomagając jeźdźcom - puścić konia i nie martwić się o zapoprężenie itp. Ma też zdolności poetyckie, plastyczne i bioenergoterapeutyczne. Gra na gitarze i śpiewa. Słowem - niezwykły człowiek. Tamte pobyty w Bieszczadach to nasza największa do tej pory przygoda jeździecka. Poza tym, Tomek jest jedną z tych trzech, czy czterech osób, które w istotny sposób wpłynęły na nasze umiejętności jeździeckie. Poniżej zdjęcia z wiosny 1997:


powrót do mapy



W Stęszewku ma siedzibę klub jeździecki "Liljówka", do którego należeliśmy mniej więcej dwa lata (każde z nas trochę inaczej). Z tamtych czasów zostały nam na pamiątkę legitymacje członkowskie, odznaki mówiące o "stopniach wtajemniczenia", upominki z klubowych Wigilii, a dzieciom prócz tego trochę nagród i dyplomów. Na organizowanych tam zawodach bywał i startował mój brat ze swoją ferajną z Góry (patrz poniżej).


Bartek i Michał na Brance, która została
własnością pewnej sympatycznej Niemki.

powrót do mapy



W Górze koło Czarnkowa mieszka mój brat. W jedną stronę ma jakieś 200 m do Puszczy Noteckiej, a w drugą tyle samo do Noteci. W stajni stoją dwa konie: Leda i jej syn Radżun. Wiecie już o co chodzi? Po pracy, jeśli tylko ma ochotę - na koń i do puszczy. A teren jest piękny - urozmaicony, pagórkowaty. My też czasem wykorzystujemy odwiedziny u brata na konną przejażdżkę. Koniki startowały również w amatorskich zawodach. Zwłaszcza skok Majki przez płot otaczający parcourse odbił się głośnym echem w świecie jeździeckim :)) Ale to tylko żart. Tak naprawdę, to Majka jest instruktorem jeździectwa, studiuje agroturystykę i poważnie przymierza się do otwarcia własnego ośrodka jeździeckiego.


Pan na swoich włościach.


Jedziemy na zawody ...


Na rozprężalni i parcourse.


Laury i laureaci.

powrót do mapy



Wieś na północ od Szamotuł. O ile dobrze pamiętam, przed drugą wojną światową była tam duża stadnina dostarczająca remonty dla wojska. Dzisiaj w pałacu otoczonym parkiem jest hotel i restauracja. Co do koni - nie mam aktualnych informacji. W każdym razie parę lat temu oferowano przejażdżki konne i bryczką, z czego raz skorzystaliśmy razem z rodziną mojego brata. Z tej przejażdżki pochodzą poniższe zdjęcia. Na lewym jestem (ten bez brody) z bratem (z brodą) i bratową. Na prawym - na pierwszym planie moja żona, reszta ferajny w bryczce.


powrót do mapy



Osada w Puszczy Noteckiej, na północ od Sierakowa. Znana od lat, zwłaszcza wśród studentów, ze stanicy "Chata Zbójców". Do dziś odbywają się tam obozy jeździecko - rowerowe. W czasie jednego z takich obozów, tym razem zimowego, wybrałem się tam w odwiedziny z mamą Dagi. Od razu zaplanowałem udział w konnym wyjeździe z obozowiczami do puszczy. Jak postanowiłem, tak zrobiłem. Żałuję, że nie zapamiętałem imienia konika, bo był bardzo sympatyczny - popatrzcie sami:


powrót do mapy



Miejscowość i stadnina przy trasie z Katowic do Wisły. Bardzo licząca się w hodowli angloarabów o typie francuskim. Konie z Ochabów odnoszą sukcesy zarówno w skokach jak i wyścigach oraz WKKW. Przy stadninie działa Ośrodek Sportów Konnych, w którym króluje były zawodnik, a obecnie trener pan Czesław Janik. Wielokrotnie korzystaliśmy z okazji jazd w tym ośrodku. Oprócz tego, że darzymy wielką sympatią pana Czesia, najbardziej cenimy jakość udostępnianych tam koni. Są to wspaniale ujeżdżone i w znakomitej kondycji konie sportowe. Często są to młode konie, świeżo po karierze wyścigowej. Moja żona ze szczególnym rozrzewnieniem wspomina pokazową niegdyś klacz - Sardynię. Aktualnie klacz ta nie jest już własnością stadniny. Na Ośrodek Sportów Konnych składają się stajnie, hipodrom, kryta ujeżdżalnia z miejscem dla widowni i kawiarnią-barem. Przy Ośrodku działa też hotel o standardzie turystycznym.

powrót do mapy



Kilka kilometrów od morza (Mrzeżyno), 1 km na północ od Trzebiatowa. Królestwo klanu Bobików - oby więcej takich klanów. Stadnina hoduje konie sportowe szlachetnej półkrwi, głównie pochodzenia hanowerskiego. Przy stadninie funkcjonuje zakład treningowy koni oraz Klub Jeździecki "Dragon". Firmowym jeźdźcem jest aktualnie Jacek Bobik, a dosiadane przez niego ogiery Czad, czy Cabrol Amicor powinny być doskonale znane miłośnikom jeździectwa. W Nowielicach można skorzystać zarówno z pojedynczych jazd, jak i z wakacji jeździeckich z zakwaterowaniem i wyżywieniem na miejscu. Jeździliśmy tam dwa, lub trzy razy - przy okazji pobytu w Mrzeżynie - i bardzo dobrze wspominamy tamtejsze rosłe konie. Poniżej - Jacek Bobik i Czara podczas rundy honorowej na CSIO Poznań 2001.


powrót do mapy



Mało kto dziś pamięta, że w tym mieście istnieje ośrodek jeździecki, w którym niegdyś odbywało się wiele znaczących zawodów. Znajduje się on w Kortowie, jedynym w swoim rodzaju, pięknym miasteczku akademickim Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego (kiedyś Akademia Rolniczo-Techniczna). Jest tam - oprócz stajni - hipodrom, kryta ujeżdżalnia oraz zaplecze socjalne. Ośrodkiem zawiaduje obecnie Katedra Hodowli i Użytkowania Koni. Mimo, że brzmi bardzo "groźnie" odbywają się tam również jazdy rekreacyjne, z czego swego czasu chętnie skorzystaliśmy. Jazda odbywała się pod dowództwem (uważajcie!) Prof. dr hab. R. Tomczyńskiego. Przestraszyliście się? Niepotrzebnie. Profesor jest prawdziwym koniarzem, znakomitym jeźdźcem i nauczycielem. Określenia "pod dowództwem" użyłem rozmyślnie: gimnastyka na koniu rozpoczynająca jazdę składała się w znacznej mierze z ruchów naśladujących władanie białą bronią. Widać profesor ma takie sentymenty, a może i ułańską przeszłość? W każdym razie bardzo sobie chwalimy tamtą jazdę i pamiętamy te kilka, ale jakże cennych wskazówek, które zdążył nam przekazać.

powrót do mapy



W leśniczówce pod Goczałkowicami, u pana Staszka, rozpoczynały naukę jazdy moja siostra i siostrzenica. Wybraliśmy się tam kiedyś z nimi, tylko że my na przejażdżkę w teren. Zapamiętałem z tej wycieczki dwa wydarzenia. Jedno to swego rodzaju test, który zwykł przeprowadzać pan Staszek bez uprzedzenia na swoich "pacjentach". Podczas galopu przez łąkę, tuż przed wyjazdem z niej, zrobił nagle ostry zakręt objeżdżając łąkę jeszcze raz. My nawet nie zauważyliśmy w tym niczego szczególnego, ale podobno różne samochwały - ku uciesze pana Staszka - najczęściej nie panują nad "siłą odśrodkową" i opuszczają wtedy łąkę na wprost. Drugie, to zaliczona trochę później gleba mojej żony, od której podniosła się fala sejsmiczna na Zalewie Goczałkowickim - ale to już inny rozdział.

powrót do mapy



W Krasiczynie istniał - i być może istnieje nadal - konny oddział Straży Ochrony Przyrody. Przebywając tam niegdyś wielokrotnie "załapywaliśmy się" na jazdy na ich koniach. Mój syn, Michał jeździł na białym kucu, który wyróżniał się tym, że główną jego umiejętnością było rozwijanie prędkości kosmicznej na maneżu. Ja jeździłem na koniku o imieniu Buczacz. Będę go zawsze pamiętał, gdyż wpadł mi w oko gdy tylko odkryłem tę stajnię. Nieduży, ale silny koń o bardzo dobrym usposobieniu. Jego pochodzenie było owiane jakąś mgiełką tajemnicy, a w każdym razie tak to wtedy odebrałem. "Uciekł z Ukrainy", czy coś w tym rodzaju ;)

powrót do mapy



Mieszkając w hotelu "Harcerskim" (jeśli nie mylę nazwy) na terenie Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie, odkryłem 500 m od hotelu stajnię. Było to wtedy raczej małe ZOO: świnki wietnamskie, króliki, kozy, kury, koty i jeszcze jakieś drobne ptactwo klatkowe. No i oczywiście konie. Jadąc tam następny raz zabrałem sprzęt i udałem się prosić o konia. Dostałem bardzo sympatyczną ślązaczkę, która miała jednak jedną wadę: przez następny tydzień nie mogłem złożyć nóg razem od pchania jej. Mimo wszystko myślę, że ten park aż prosi o to, żeby urządzać przejażdżki konne po jego terenie.

powrót do mapy



Na długi weekend majowy 2002 wybraliśmy się - po raz pierwszy w życiu - w lubelskie. Jednym z celów naszej podróży był Kazimierz Dolny nad Wisłą. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie chcieli spojrzeć nań z końskiego grzbietu. Skorzystaliśmy więc z przejażdżki konnej oferowanej przez Zajazd "Piastowski". Pod okiem niezwykle sympatycznego instruktora, pana Marka oraz w towarzystwie dziewczyn z "Naszej Szkapy" odbyliśmy niezwykle malowniczy spacer. Wyruszyliśmy z Zajazdu "Piastowskiego" i udaliśmy się w kierunku Albrechtówki (nazwa wzgórza i ośrodka wypoczynkowego Ministerstwa Sprawiedliwości). Następnie wyjechaliśmy na punkt widokowy na wysokiej skarpie, z którego - oprócz szerokiej panoramy - mogliśmy podziwiać zamek w Janowcu, po drugiej stronie Wisły. Opłotkami Męćmierza, wioski letniskowej będącej żywym skansenem, dotarlismy do wiatraka. Stamtąd ruszyliśmy w drogę powrotną. Niestety, nie potrafię dokładnie wyrysować na mapce drogi, jaką się poruszaliśmy.


powrót do mapy






Strona utworzona dnia 02-06-2001
przy pomocy programu Pajączek Light