Konie i jeźdźcy oraz inne końskie sprawy ...

Obrazek tytułowy

Uważam, że:




Nie ma racji trener Mickunas ...

... odnosząc się z pogardą do "podróżujących na koniu".
Czy wiecie co to jest barowanie konia? To na przykład nabijanie kolcami drąga, który koń ma przeskoczyć, żeby "zapamiętał sobie", co to znaczy zahaczyć nogą o przeszkodę. Tego nie wymyślili podróżujący na koniu. To "fachowa" robota - pożal się Boże - profesjonalistów, którzy kochają swoje konie jak bokser worek treningowy. Tymczasem pewien niedostatek umiejętności jeździeckich u podróżujących na koniu jest dla tychże koni, od których nie wymaga się, żeby "szybciej, wyżej, dalej ..." - zupełnie niegroźny. Jest on z nawiązką wyrównywany przez prawdziwy podziw i szacunek dla tych wspaniałych zwierząt, przekładający się na prawdziwą troskę o nie przed, w trakcie i po jeździe.
Podróżujący na koniu: nie dajcie się zepchnąć na margines światka jeździeckiego!

W kwestii formalnej: bardzo szanuję trenera Wojciecha Mickunasa, którego artykuły w "Koniach i rumakach" czytam wszystkie, począwszy od pierwszego numeru. Jego film szkoleniowy obejrzałem kilkanaście razy i żałuję, że nie ukazała się (chyba?) zapowiadana druga część.

 

Z tymi kucykami, to lekka przesada.

Ostatnio jakiś facet napisał do "Koni i rumaków" coś w tym stylu, że instruktor, który wsadza dzieciaki na duże konie to prawie przestępca a stajnię, która nie ma kucyków rodzice z dziećmi powinni omijać szerokim kołem.
Prawdopodobnie nie jest źle, jeśli dzieciak zaczyna naukę jazdy konnej od kucyków. Jeszcze lepiej, jeśli dysponuje pełnym zestawem kucyków we wszystkich rozmiarach i przesiada się na coraz większego. Jednak historycznie rzecz biorąc - nie wyczytałem nigdzie, żeby przyszli
Lisowczycy czy inni kandydaci do jednej z najlepszych na świecie - polskiej jazdy, mieli do nauki jakieś kucyki. Chyba, że jakieś królewięta? Za to mam przed oczami wiele obrazów literackich i malowanych z młodymi chłopcami dosiadającymi wspaniałych, rosłych koni i to często na oklep.
Rodzice! Nie odmawiajcie swoim dziesięcio-dwunastolatkom jazdy konnej tylko dlatego, że w pobliżu nie ma kucyków!

 

Cudze chwalicie, swego nie znacie!

W wywiadzie opublikowanym w numerze 5/2001 "Koni i rumaków" Bogusław Linda powiedział:
"Nasze konie nie są na ogół akrobatami, w przeciwieństwie do koni argentyńskich, które żyją na pół dziko i robią rzeczy dla nas niewiarygodne. Na planie "Projektu X" zjeżdżałem na nich po stromym zboczu z dość dużej góry w Andach. Robi to wielkie wrażenie. Te konie nie znają pojęć, które wprowadzają polscy jeźdźcy, czyli że koń nie może iść bokiem do stoku, bo się wywróci." ... uff !
Też chciałbym zwiedzić Argentynę ale póki co - jeśli chodzi o konie - identycznych wrażeń można doznać
jeżdżąc po Bieszczadach z Tomkiem Kwiatkowskim z Żubraczego (5 km od Cisnej, w kierunku Komańczy). Na dodatek jego konie nie są ani trochę dzikie. Faktem jest, że w pojęciu człowieka z równin są to konie niezwykłe. Faktem jest też - co wiemy od Tomka - że koń sprowadzony przez niego z równin musiał się uczyć mniej więcej dwa lata chodzenia po górach. Urodzone u niego źrebaki od małego biegają za matkami podczas jazd w teren.
Co z tego wynika? A no nic szczególnego poza tym, że światowcy powinni być bardziej ostrożni w twierdzeniu, że w Polsce to już wszystko widzieli ...
( więcej o Tomku Kwiatkowskim >>> )

 

Jeździectwu potrzebne są pieniądze, a nie politycy ...

... i dlatego uważam, że błędem jest wybór pana Jagielińskiego na stanowisko prezesa PZJ. Oto dwa cytaty z JEDNEGO artykułu ("Konie i rumaki", 9/2001):
"Po objęciu funkcji prezesa PZJ przez Romana Jagielińskiego Stara Miłosna być może stanie się ośrodkiem jeździeckim godnym stolicy." i kawałek dalej "Na odprawie technicznej dyrektor ośrodka dał ekipom (przyp. mój: WKKW) do zrozumienia, że są w Miłosnej niemile widzianymi intruzami."
Ludzie: tylko naiwny może wierzyć, że jakiś mały polityk przyszedł do PZJ po coś innego, niż stanowisko, że będzie budował ośrodki jeździeckie dla jeźdźców, a nie miejsca o nazwie "ośrodek jeździecki" przeznaczone dla ...? I że w ogóle będzie coś robił: jest to PIĄTA funkcja prezesowska pana Jagielińskiego pełniona jednocześnie (jest prócz tego założycielem i przewodniczącym Partii Ludowo-Demokratycznej, prezesem Towarzystwa Inicjatyw Gospodarczych i Edukacyjnych, przewodniczącym Rady Głównej Zrzeszenia Ludowych Zespołów Sportowych oraz prezesem Stowarzyszenia Szwadron Jazdy Rzeczypospolitej Polskiej).
Jeśli ktoś może coś WNIEŚĆ do jeździectwa - pomijając zawodników, trenerów, hodowców - to tacy ludzie jak na przykład Tomasz Gudzowaty, właściciel KJ "Garo", którzy potrafią poświęcić jeździectwu SWÓJ potencjał finansowy i organizacyjny.
- Tęskno ci do polityki?
- Odp...(piiip) się od hippiki!

Koń by się uśmiał!

 

Ma całkowitą rację trener Mickunas ...

... wręcz obsesyjnie walcząc o elegancję w jeździectwie i właściwy, ludzki stosunek do koni. To przerażające, ilu jeźdźców uważa, że jazda "na bat" to coś najnormalniejszego na świecie. Wśród nich są tacy, którzy nie wstydzą się chwalić, że są jakimiś tam utytułowanymi "mistrzami". A słownictwo? A zachowanie wobec innych? O strojach, przynajmniej przy oficjalnych okazjach, już nie wspomnę. Ile razy widzi się, że koń chwilowo zastępuje komuś stołek barowy. Ile razy widzi się, że koń jest traktowany jak przedmiot, którego się używa "do oporu", a jak się zniszczy - co tam - kupi się nowy. A były takie czasy w historii, że to co się kojarzyło ze słowami "polski jeździec", "ułan" budziło podziw, czasem strach. Czy dziś "polski jeździec" nie wzbudza czasem uśmiechu politowania?
Zacytuję Wojciecha Mickunasa:
Jeździectwo jest eleganckim sportem i wszyscy jego uczestnicy powinni z przejawami nieelegancji i braku kultury stanowczo walczyć.

Elegancja

 

Pieniądze mogą też być szkodliwe ...

... czego przykładem jest "jazda", za którą TVN prawdopodobnie dobrze zapłaciła stadninie w Gałkowie. W dzisiejszym odcinku programu "Ekspedycja" (08.07.2001) aktor Radosław Pazura zademonstrował galop po wybetonowanym (!) podwórku, przed nosem grupy gapiów - uczestników programu. Następnie gapiów wsadzono na konie i powiedziono do lasu. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że większość siedziała na koniu po raz pierwszy. Żałosnemu widowisku, które dla niezorientowanego widza miało przedstawiać jazdę konną towarzyszył komentarz: "inni uczą się tego przez wiele miesięcy, a oni zrobili to w kilkanaście minut". Na koniec przedstawiono popiersie aktora Radosława Pazury konno, udającego rękami ni to wiatrak, ni to cepy, a wszystko po to, żeby przez kilkadziesiąt sekund utrzymać się w kadrze.
Bez komentarza.

kolce

 

Powiedział, co wiedział.

Jeden z wielu "byłych mistrzów" naszego zaścianka, doktor Antoni Pacyński, powiedział w wywiadzie dla "Koni i rumaków" (16/2001) między innymi:
"Obecnie produkuje się wspaniałe i fantastyczne, pod każdym względem, żywe przyrządy jakimi są konie ..."
i dalej
"Wyhodowanie samemu odpowiedniego sprzętu zabiera wiele czasu ..."
Jeśli pan doktor takie "głębokie przenośnie" sączy w uszy jakichś swoich wychowanków (lepiej, żeby ich nie miał!), to w końcu zrobi im wodę z mózgu. Zresztą, tylu bzdur na raz w jednym wywiadzie, to jeszcze nie czytałem. Na przykład (o ile dobrze zrozumiałem, co w przypadku wywodów pana doktora wcale nie jest oczywiste) każe nam szukać gdzieś za granicą kunsztu jeździeckiego, którego - cytuję - "podstawy zbudowano na wystudiowanej przez pokolenia teorii". Nie chce pan doktor pamiętać o nazwiskach takich jak Rómmel, Królikiewicz, Kowalczyk i wielu, wielu innych, oraz wprowadzanej przez nich w życie praktyce - zwyciężania na światowych arenach, do olimpijskich włącznie. Nie chce też pamiętać o tym, że w Grudziądzu "Dzięki głośnym sukcesom naszych jeźdźców i koni ... W okresie od 1929 do 1939 gościliśmy na rocznych i dwuletnich kursach jeźdźców Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, Węgrów, Szwedów, Łotyszów i Estończyków." (cytat z książki Adama Królikiewicza , "Jeździec i koń w terenie i skoku"). Przykład innej bzdury głoszonej przez pana doktora, to upatrywanie ratunku dla polskiego sportu jeździeckiego w imporcie koni, których - cytuję - "ceny zaczynają się od 1 mln marek w górę". To już przerabialiśmy przed którąś olimpiadą. I co? I g...o! Lepszy "sprzęt" kupuje się komuś, kto wyrósł z dotychczasowego, a nie komuś, kto nie dorósł nawet do tego co ma. Najpierw trzeba pokazać, że umie się jeździć na takim koniu, jakiego się ma (gorąco polecam wywiad z Janem Kowalczykiem, opublikowany w dwóch częściach, w "Koniach i rumakach" 12 i 13/2001), a w dzisiejszych czasach sponsorzy z końmi po milion marek sami się znajdą. I może nawet nasi zawodnicy by pokazali, ale nie jeżdżą na zawody, bo nie ma pieniędzy. A nie ma pieniędzy, bo PZJ-tem rządzą tacy "ludzie jeździectwa", jak pani Juśkiewicz-Kowalik wymieniana w związku z aferą w PZU Życie, albo pan Jagieliński "polityk" starający się za wszelką cenę utrzymać na jakimkolwiek warszawskim stołku.
Panie doktorze: a może by tak do doktora?

zły zapaszek

 

Tu i ówdzie trzeba przewietrzyć.

W niedzielę (9 grudnia 2001) wybrałem się do hali na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich, na Grand Prix - Finał Europejskiej Ligi Centralnej Pucharu Świata w Skokach. Ponieważ nie było na co patrzeć jeśli chodzi o stronę sportową - poziom co najwyżej mierny - rozglądałem się wkoło i co zauważyłem:
Wystrój hali był beznadziejny, a właściwie to go nie było. Koślawe przeszkody z okropnie byle jakimi stojakami nie wyglądały zbyt "światowo". Kiedy już konkurs, było nie było najważniejszy chyba w tym roku w centralnej Europie, dobiegł końca - rozpoczęło się niemiłosiernie długie oczekiwanie na dekorację. Publiczności nie umilono tego oczekiwania niczym. Mimo tak okropnie długiej przerwy usunięto do dekoracji tylko część przeszkód i doniczek z zieleniną, co wywołało tylko wrażenie bałaganu (jeśli go przedtem nie było!). No i wreszcie dekoracja. To już był szczyt chamstwa. Odbyła się dupą do publiczności, w miejscu najbardziej oddalonym od trybun (są tylko z dwóch i pół strony parkuru), za to przy schodach prowadzących z loży dla VIP-ów i przodem do nich. Nawiasem mówiąc - na tej trybunie już nikogo nie było, bo część odbębniała ceremonię dekoracji, a reszta poszła do kasy lub po prostu do domu. Nie muszę dodawać, że jak zwykle i tradycyjnie nie istniało coś takiego jak listy startowe dla publiczności. Za to za 5 zł nabyłem program zawodów, które odbywały się już od piątku. I też się nie naczytałem, bo był ten sam co w zeszłym roku, ze zmienionymi tylko nazwami, nazwiskami, datami i godzinami. Ale wreszcie - EUREKA! Znalazłem coś, co zwróciło moją uwagę. Na liście płac, zwanej w programie komitetem organizacyjnym, biurem, sekretariatem itd. itp. dominuje jedna rodzina:
Henryk Helak
Stanisław Helak
Barbara Helak
Aleksandra Helak
Wojciech Helak
Zofia Helak
Magdalena Helak
przy czym Stanisław i Wojciech zajmują na tej liście po dwa, różne miejsca.
Przykład nie idzie w las i dzielnie usiłują dogonić czołówkę:
Anna Kierznowska
Krystyna Kierznowska
Piotr Kierznowski
Niektórzy z pozostałych, nie mając widocznie licznych rodzin, zajęli sami po dwa miejsca na tejże liście.
Więcej wstydu, proszę Państwa.

 

Rządzą nami idioci ...

... o czym łatwo się przekonać, oglądając na przykład transmisje z obrad sejmu. Niektórzy mówią, że media publiczne to czwarta władza. I wszystko się zgadza, jeśli za kryterium przyjąć stopień zidiocenia. Dzisiaj, tj. 9. czerwca 2002, poznańska "trójka" nadała transmisję z pierwszego nawrotu Pucharu Narodów, rozgrywanego podczas tegorocznych zawodów CSIO. I koniec. Telewizja zapewne rozwinie twórczo ten nowatorski pomysł i zacznie transmitować wyłącznie pierwsze połowy meczy piłkarskich, pierwsze sety meczy tenisowych, starty (i tylko starty) wyścigów itd. itp.
Najważniejsze, że udało im się pokazać Jagielińskiego, Łybacką i Smorawińskiego.

 

c.d.n. ...

z poglądami innych osób oraz moimi na wiele ciekawych tematów
możesz się zapoznać oraz podyskutować na "końskim" forum dyskusyjnym


Chcesz się podzielić swoimi uwagami? Napisz:
Napisz do mnie
t.banasiak@wp.pl



do początku





Strona utworzona dnia 03-08-2000
przy pomocy programu
Pajączek Light