Konie i jeźdźcy oraz inne końskie sprawy ...

Miciek

Moja żona ma kota.


"Nie kupuj konia, oceniając go okiem piechura,
nie pojmuj żony, oceniając ją okiem kawalera."
(tureckie)

Moja żona ma kota, który ma na imię Miciuś(*). Nie wiem, czyim kolejnym wcieleniem jest ten kot, bo muszę go często wyrzucać z mojej części małżeńskiego łoża. Gdyby nie to, że mieszkamy w bloku, prawdopodobnie - dzięki żonie - mieszkałaby z nami cała menażeria. Przede wszystkim ma jednak kota na punkcie koni i dzieli ze mną moje zamiłowanie do tych zwierząt. Nie przepuści żadnej okazji do zabawy z koniem i jak widać na załączonym obrazku (klikaj na obrazki, żeby je powiększyć) rozbawia je skutecznie. Tutaj jest to młody angloarab w Ochabach.

Jak chyba każda kobieta, ma talent do podporządkowywania sobie reszty świata. Widzicie czym, albo kim jest najbardziej zainteresowana? Fotografem. W tym czasie obsługa w pocie czoła przygotowuje konia do łaskawej przejażdżki Jej Wysokości. ;-)) Z kronikarskiego obowiązku dodam, że zdjęcie zostało zrobione w Górze, u mojego brata, a schowany za koniem - to Zbyszek Nowicki, niegdyś startujący z sukcesami w WKKW i skokach syn byłego, zasłużonego dyrektora PSO w Sierakowie i brat pani Danki Nowickiej, autorki książki "ABC powożenia".

Nie wiem już o co to chodziło? Czy było to święto Czterdziestu Męczenników, czy dzień dobroci dla zwierząt? W każdym razie musiało to być coś wyjątkowego, skoro ja występuję tu na pierwszym planie. Siedzimy na koniach Pana Staszka z leśniczówki pod Goczałkowicami. Ha, ha! Na tej przejażdżce, na którą mamy za chwilę wyruszyć, moja żona zaliczyła piękną glebę. :-o

Kocha wszystkie konie. Jest absolutnie przeciwna ich zjadaniu. Uważa, że nie ma koni brzydkich, co najwyżej zaniedbane. Nie znaczy to jednak, że nie potrafi docenić rasy, piękna itd. Poznajecie? To Czad Jacka Bobika, ogier czołowy z Nowielic, w czasie zawodów w Sielinku (niedaleko Poznania, teren wystaw rolniczych organizowanych przez Międzynarodowe Targi Poznańskie).

A tutaj zabawa z innym przedstawicielem końskiej arystokracji: pięknym, karym ogierem rasy wielkopolskiej, w Państwowym Stadzie Ogierów w Sierakowie.

Spokojny kłusik w okolicach Owińsk. Jednak niech nikogo nie zmyli ten sielski obrazek. Oto patrzycie Państwo na osobę, która całkiem niedawno galopowała po górach "bez trzymanki", co zostało opisane w "Żubraczej balladzie". Ale żeby tam! Brała też udział w cyrku straceńców. Polegało to na tym, że straceńcy wsiadali w stajni na golutkie konie, po czym konie te wypuszczano na wolność, a one cwałowały na oddalone pastwisko na łeb, na szyję, ze straceńcami na grzbietach, wybraną przez siebie, najkrótszą drogą.


(*) tekst był pisany dawno temu, Miciusia nie ma już na tym świecie :(


* powrót




Strona utworzona dnia 31-07-2000
przy pomocy programu
Pajączek Light